Koordynator z holenderskiej agencji pracy
Słowo Kapo pochodzi prawdopodobnie od włoskiego cappo czyli naczelnik lub niemieckiego KameradenPolizei. Polakom to słowo kojarzy się z obozami koncentracyjnymi II Wojny Światowej. Polscy pracownicy tymczasowi w Holandii używają go chętnie dla swoich polskich koordynatorów. Kapo był więźniem obozu dozorującym innych więźniów. Kapo cieszył się pewnymi przywilejami. W zamian za pełnioną funkcję dostawał m.in. dodatkowe porcje wyżywienia. Kapo miał bardzo dużą władzę nad podległymi więźniami – za pobicie, odebranie jedzenia, czy nawet zabicie więźnia nie był karany. Niektórzy kapo słynęli z dużego sadyzmu, zdarzali się jednak wśród nich członkowie obozowego ruchu oporu.
Niekochany koordynator
Słowem „kapo” nazywają Polacy w Holandii często polskich koordynatorów prowadzący nadzór nad polskimi robotnikami zatrudnionymi w Niderlandach przez holenderskie agencje pracy (ned.: uitzendbueau). Koordynator jest osobą kontaktową, znającą język holenderski i pośredniczącą w najrozmaitszych sprawach między holenderskim pracodawcą i polskimi pracownikami najemnymi. To taki współczesny rządca w majątku pańskim.
Polscy robotnicy zatrudnieni w agencji nie władają z reguły żadnym językiem więc są zdani na łaskę i niełaskę osoby kontaktowej - oficjalnie koordynatora lub z holenderskiego intercedent.
Nie trudno zdobyć przezwisko „kapo” gdy trzeba lawirować między młotem a kowadłem; między holenderskim pracodawcą dającym niezłą prace (bo przynajmniej nie trzeba stać na taśmie 8-12 godzin lub zrywać pomidory) za godziwe pieniądze i między rodakami którzy i tak cię nie docenią, znienawidzą, znieważą, napiszą donos na forum, uważają go za zdrajcę, kapo i folksdojcza, posądzą o krętactwo, kolaboranctwo i obarczą odpowiedzialnością za wszelkie krętactwa pracodawcy. Obarczą go winą za wszystko co im się tutaj nie podoba. Biorąc pod uwagę w jakich warunkach mieszka i żyje polski personel holenderskich agencji pracy, jak są traktowani - to widzę rzeczywiście wiele analogii z hitlerowskimi obozami pracy - tylko, że na miarę XXI wieku.
Kim musi być intercedent - czyli po polsku koordynator?
Agencje potrzebują na to stanowisko ludzi którzy po polsku będą się użerali z ich polskimi pracownikami z którymi Holender nijak nie mógłby się dogadać.
Intercendent musi więc być alfą i omegą, buforem między Polakami a Holendrami. Musi być mieć energiczną i przedsiębiorczą osobowość, podejmującym chętnie wyzwanie i skierowanym na rezultaty.
Charakteryzuje go dyspozycyjność, odporność na stres, nadzór nad polskimi pracownikami, wydawanie i zdawanie samochodów, kontrola i rejestracja kilometrów, kontrola mieszkań, prowadzenie dokumentacji, tłumaczenia dokumentów, kontakt z klientami, pomoc w planowaniu.
Myślę, że jest to najbardziej niewdzięczna posada jaką można sobie wyobrazić.
Będziesz bity dopóki się dasz bić
Oczywiście winni sobie jesteśmy my sami, bo jakiż naród w Europie dałby się tak jak barany prowadzić, do każdej roboty zapędzić i na byle jakiej pryczy przespać - jak to my sobie na to pozwalamy? I te wszytskie upokorzenia tylko dla pieniądza? Holenderski pracodawca nie jest filantropem i gdy się da dobrze zarobić to będzie zarabiał, a na polskiej sile roboczej daje się dobrze zarobić. Potulny charakter przeciętnego najemnego robotnika umożliwia nadużycia.
Jak są traktowani Polacy i czy koordynator zasługuje na to okrutne przezwisko „kapo” - to już sprawa naszego sumienia. Polski chłop pańszczyźniany także nienawidził rządcy ale pana słuchał pokornie.
[update z 2009 r.]
Dodaj komentarz