święto muzyka karnawał

Król i błazen w karnawale

Karnawał w południowych Niderlandach to zadziwiający obyczaj w tak, zdawałoby się, racjonalnym narodzie. Wejdź w te dni późnym wieczorem na rynek Maastricht, Den Bosch, Bredy i każdej innej większej miejscowości w Limburgii lub Brabancji. Jest na co popatrzyć.

Karnawał w tym wyjątkowym wydaniu obchodzony jest w regionie który z grubsza można umiejscowić w pasie wzdłuż Renu, od Kolonii w Niemczech do Bergen op Zoom w Niderlandach, północną granicą tej fanaberii jest rzeka Ren a na południu belgijska Flandria.

Karnawał w Holandii obchodzony jest podobnie jak w regionie Nadrenii (Kolonia, Bonn, Akwizgran, Düsseldorf). Tłusty czwartek (niem.: Fettdonnerstag) był w Nadrenii karnawałem (starych) kobiet i dniem smażenia pączków i faworków. Jak wiele obyczajów, także i ten przyjął się w Polsce, choć w Niemczech jest tylko bardzo lokalnie praktykowany. Dawniej, w powojennej Warszawie, w tłusty czwartek smażyło się faworki.

Rosnący popyt na zabawę

Jeszcze w XX wieku karnawał był lokalnym kuriozum południowych Niderlandów. Festyn ludowy i sposób wyżycia się gawiedzi raz w roku. Nieformalne kluby koleżeńskie zakładały konta bankowe na którą składali miesięczną składkę po czym te oszczędności (czasami wieleset guldenów na osobę) przepijali w dwa dni karnawału. Przez miasteczka przechodziła parada satyry ludowej, zakłady pracy w poniedziałek i wtorek były zamknięte, bo nie było sensu patrzyć na pijanych pracowników. Lokalna ludność się wyszalała, nachlała i... 9 miesięcy później rodziło się nadzwyczaj dużo dzieci. Tymczasem "boven de rivieren" ( za rzekami, na północ od Renu) życie toczyło się normalnie, ich te "południowe" obyczaje nie interesowały. W środę popielcową (aaswoensdag) wszystko wracało do normy.
Współcześnie na karnawał stał się atrakcją także dla mieszkańców północy Holandii, zjeżdżają się więc masowo "Noorderlingen", Z Amsterdamu i Rotterdamu, robi się za ciasno, zbyt tłumnie i ryzykownie - przy nadmiarze alkoholu (6 l piwa na osobę). Karnawał staje się ofiarą własnego sukcesu. Psuje się atmosfera zabawy. Policja jest w pogotowiu.

  • Według specjalisty z północy Niderlandów karnawał jest charakterystyczną cechą zacofanych kultur. Jest to rodzaj wentyla społecznego w którym Bóg błogosławi czyny których normalnie czynić nie wolno. Kuszące dla ludów żyjących w ucisku ale nie dla mieszkańców dużych, nowoczesnych miast Zachodu, gdzie każdy zawsze może robić co chce. Gruby, pijany facet, krzyczący Alaaf! - cóż może być bardziej idiotycznego?
Karnawał w Maastricht.

Trzy dni w których można się wyszaleć anonimowo

Karnawał w Niderlandach jest zabawą w której mieszczanie (plebs) w ciągu tych kilku dni mogą zrzucić gorset powagi, równowagi i trzeźwości i wyszaleć się w przebraniu, w masce, anonimowo. W te dni adwokat i doktor, urzędnik i bankier mogą pajacować bezkarnie. Mogą wyszydzić największe autorytety, błaznować i być tym kim tak naprawdę chcieli by być. W tym dniu wszyscy są sobie równi i każdy może być tym kim chce; żebrakiem lub królem, czarownicą lub królewną, prezydentem lub bankierem. Jest to święto w którym wszyscy są zbratani, przy głośnej i prostej muzyce karnawałowej, granej tylko w tym regionie i tylko w tym czasie i przy szklance piwa które leje się nieustannym strumieniem we wszystkich pubach w jakie miasta te są bogate.

Niektórzy mówią, że paradoksalnie to właśnie karnawał jest dla tych ludzi jedyną okazją aby zrzucić maskę i pokazać swoją prawdziwą twarz. Ale tylko na trzy dni.

Jedna z setek parad karnawałowych. W zasadzie w każdym mieście południa Niderlandów odbywa się parada w jeden z trzech dni karnawału, zazwyczaj sobotę i niedzielę.

Alaaf!

Alaaf jest wyłącznie karnawałowym pozdrowieniem, najczęściej wykrzykiwanym w znaczeniu jak u nas "na zdrowie" - przy piwie.

Karnawałowa muzyka

Muzyka karnawałowa i karnawałowe orkiestry dęte (muziekkapel) to świat sam w sobie. Rodzaj muzyki musi spełniać jeden warunek: można przy niej tańczyć, lub raczej się kiwać w jej rytmie nie wylewając piwa trzymanego w ręku. Narodowym tańcem, zresztą nie tylko karnawałowym jest... polonez, a właściwie jego holenderska wersja chodzonego gęsiego.

Organizacją i przebiegiem karnawału zajmują się liczne stowarzyszenia karnawałowe (carnavalsverenigingen) zrzeszające tysiące mieszkańców..

  • W roku 2010 zdarzyło się coś wyjątkowego; przebojem karnawału stała się piosenka amsterdamczyka (urodzonego co prawda w Brabancji) pod wymownym tytułem: "Zachte G Harde L" czyli miękkie "G" i twarde "L". Południowi Niderlandczycy wymawiają "G" miękko ale... piosenkarz Jos van Oss  ma za to twarde "L" ("L" od słowa "lul" - fiut). Ten numer jest piosenką karnawałową ilustrującą nieco typowo brabancką atmosferę karnawałową.

Książę i błazen

Na te trzy dni władzę w mieście przejmuje od burmistrza Książę Karnawału (Prins Carnaval). Książę Karnawału wygląda jak prawdziwy książę z bajki i trochę jak błazen. Ma bogaty barwny strój, książęce ordery, kapelusz z piórami, zdobioną pelerynę, na szyi złoty łańcuch i w ręku berło. To są jego oznaki władzy. Burmistrz oddaje na te dni klucze miasta księciu karnawału. Miasta zresztą zmieniają nazwy na ich karnawałowe ksywy.

Książę Karnawału jest mistrzem ceremonii w czasie zabawy karnawałowej. Odpowiedzialność za przebieg karnawału w danej miejscowości ponosi „Rada Jedenastu” a książę ma tylko funkcje reprezentacyjną; wygłasza przemówienia, odwiedza puby i inne miejsca zabaw ale także szpitale i domy starców.

Na okres karnawału miasta południowej Holandii zmieniają nazwy na historyczne pseudonimy. Tak np. Tilburg staje się "Kruikenstad" a jego mieszkańcy "Kruikezeikers". Tilburg był kiedyś miastem włókienniczym gdzie do płukania wełny potrzeba było amoniaku. Mieszkańcy miasta zbierali w tym celu własny mocz, stąd Kruiken(flaszka)-zeikerds(szczać).