Błędne wybory
Uciekamy od przeszłości, ale ona nas dogoni
Każdy z nas robi błędne wybory. Nasze błędy przemilczamy. Najczęściej HISTORIA skręca niespodziewanie w inną drogę niż my idziemy i nagle stajemy po złej stronie, okazuje się, że zrobiliśmy zły wybór. Najlepiej mogliby o tym opowiedzieć ci którzy przeżyli II wojnę światową. Wybory jakie wówczas zdawały się dobre (jak np. podpisać listę Volksdeutche, wstąpić do takiej czy innej armii) okazały się błędne. Kto po wojnie z entuzjazmem budował Polskę Ludową został nagle w 1990 r. zdrajcą. Kto dziś popiera przyjęte ideologię (np. Trumpa czy Putina), też może się kiedyś obudzić z "ręką w nocniku" gdy Historia niespodziewanie zmieni kierunek.
Często słyszę ludzi wspominający swoich ojców czy dziadków, że oni przeszli tak ciężkie czasy, że woleli o tym nigdy nie mówić. Nie prawda. Starzy ludzie chętnie mówią o swoim życiu, o swojej młodości, o wydarzeniach. Ale... gdy oni swoją historią chętnie by się podzielili, to młodsze generację nie mają ochoty ich słuchać, lub w swej młodzieńczej arogancki wiedzą lepiej jak to było. Wówczas tylko krzykacze piszą Historię.
Jest jeszcze druga kategoria starych ludzi - tych co nieopatrzenie stali kiedyś po złej stronie Historii. Robili w młodości rzeczy z których nie można być dumnym. Ci muszą milczeć.
Wybory
Co parę lat politycy każą nam ich wybierać. Jedną z najprostszych definicji demokracji jest:
rząd którego możemy się pozbyć bez przelewu krwi
Kraje i ich demokratycznie wybierani przedstawiciele już tylko z pozoru mają coś do powiedzenia. Kraje mające tak małe znaczenie jak Polska i Holandia mogą w praktyce tylko tyle do powiedzenia ile pozwoli im na to Berlin i Waszyngton.
Politycy jakiej by oni partii nie reprezentowali mają bardzo małe pole działania i jedynie w marginalnych sprawach wewnętrznych mogą mieć jakiekolwiek znaczenie. Dlatego też te marginalne sprawy otrzymują tyle uwagi polityków i mediów aby przysłonić tym brak pola działania w sprawach istotnych.
W Holandii politycy cieszą się takim samym zaufaniem jak sprzedawcy samochodów; czyli niemal zerowym.
Któż będzie się jeszcze emocjonował programami wyborczymi, hasłami wyborczymi, obietnicami polityków, że chcą służyć narodowi, że poświęcają się dla nas? Naiwnych jest coraz mniej. Po wyborach programy są dopasowywane do realiów i możliwości jakie daje politykom ekonomia i ambasadorzy Niemiec lub USA.
Prezydent holenderskiego banku narodowego, Wim Duizenberg, powiedział kiedyś: "gdy Deutsche Bank podnosi stopę oprocentowania o 0,25% to ja mam 15 minut aby zrobić to samo w Holandii - te piętnaście minut to jest piętnaście minut naszej suwerenności"
W Holandii jeszcze tylko media i "haska mafia polityczna" podnieca się wyborami. Przeciętny obywatel już dawno przestał się podniecać demokracją. Idzie na wybory aby oddać swój głos, wybrać mniejsze zło, bez złudzeń, że gdyby nawet jego głos coś znaczył to po uformowaniu rządu zostanie jeszcze cokolwiek z programu jego partii zrealizowane.
[Aktualizacja sprzed wyborów w 2012 r.]
Dodaj komentarz