Budżet domowy czyli kto trzyma kasę?
Zacznę od siebie. Jesteśmy małżeństwem starej daty w tradycyjnym małżeństwie.
Wypłata w PRL-u
Do niedawna w Polsce wypłatę dostawało się w firmie do ręki. W dzień wypłaty pani Krysia z księgowości otwierała okienko i każdy podchodził i odbierał odliczone stówki i bilon. Koledzy zmawiali się na "pół litra" i resztę dnia pracy spędzano mile przy wódce z musztardówki. W dzień wypłaty pod oknami firmy stały żony czekające mężów. Przezorne kobiety wiedziały, że gdy mąż "powącha" wódki to już szybko do domu nie wróci, przechla kupę kasy z kumplami albo co gorsza wróci za trzy dni bez wypłaty. Niektórzy panowie wiedzieli jak żony przechytrzyć i wychodzili z pracy tylnymi drzwiami. Jak by nie było prędzej czy później mąż oddawał żonie wypłatę, zatrzymując sobie ewentualnie "zaskórniaki". Dopiero w latach dziewięćdziesiątych zaczęły w Polsce powstawać jak grzyby po deszczu banki i wypłaty z pomocą karty można było wyciągać z bankomatu.
Dodaj komentarz