praca kobieta emancypacja feminizm

Pracująca Polka w Holandii

"Czy masz poczucie winy w stosunku do własnej rodziny?" lub "cztery dni w tygodniu - tak dużo pracujesz - jakie to musi być przykre dla twoich dzieci. Po szkole muszą jeszcze chodzić do BSO (świetlicy)". Często słyszę te i inne pytania zaskoczona, że informacja o mojej pracy zawodowej wywołuje takie reakcje. 

A czy ktoś zadał je kiedykolwiek mojemu mężowi? A czy mojemu dziecku dzieje się krzywda, bo spędza czas z rówieśnikami w świetlicy? A może szczęśliwsza matka (bo spełniona, a nie sfrustrowana) to lepsza atmosfera w domu? A co z moim prawem do dokonywania własnych wyborów i samorealizacji,  a nie podporządkowywaniu się tradycji czy społecznym schematom, które skutecznie zmuszają kobietę do określonych zachowań.

Więc pozytywnie nakręcona organizuję sobie życie. Tylko jak? Jak pogodzić pracę na normalnym, ośmiogodzinnym etacie z zajęciami szkolnymi w godzinach 8.30 – 15.15? I jeszcze ta godzinna przerwa w południe, aby dziecko mogło zjeść kanapkę w domowej atmosferze!  Na moje szczęście istnieją świetlica i żłobek (to dla młodszego). A podczas południowej przerwy swoją kanapkę dziecko może zjeść równie przyjemnie na terenie szkoły. Rozmowa kwalifikacyjna i zdziwienie na twarzach pracodawców. Full time i dwójka małych dzieci? Im starszy pracodawca, tym zdziwienie na twarzy jest większe. W pracy sami koledzy. Cóż, zawód techniczny, a dziewczynek nigdy się tu nie zachęcało do wyboru kierunków technicznych. Przedmioty ścisłe to przecież domena ich kolegów. Dyplomy z ukończonych kursów też wystawiane są zawsze z nagłówkiem " Szanowny Pan". Rzadko przecież się zdarza się by się nie zgadzało.