społeczeństwo naród rolnik chłop chłopski

Polacy! Skąd jesteśmy i dokąd idziemy

Wiele problemów z jakimi boryka się współczesne społeczeństwo polskie ma swoje źródła w bardzo szybkiej transformacji ze społeczeństwa agrarnego do informacyjnego. Gdy Anglii zajęło to 300 lat, my przerabiamy to w ciągu 75 lat.

Niemal każdy pradziadek (ur. 1915) dzisiejszych młodych polskich informatyków (ur. 1990) pracował ciężko na roli; nie znał elektryczności, zegara, radia, roweru, samochodu a nawet żelazne narzędzia były w jego zagrodzie luksusem.

Szczególnie szybki skok do przodu dokonała Polska po wstąpieniu do Unii Europejskiej w 2004 r. Chętnie przesiedliśmy się z furmanki na Audi ale jednak, jak mówi mądre powiedzenie: ze wsi wyszliśmy ale wieś jeszcze z nas nie wyszła.

Wiejska Polska w 1971 r.

Z czasem specjalizacja otworzyła drogę do powstawania wsi z mieszkańcami którzy już nie musieli zajmować się produkcją żywności lub produkować efektywniej jeden rodzaj. Specjalizacja podnosiła produkcję i rzemieślnicy mogli produkować więcej, niż było potrzebne do użytku osobistego. Specjalizacja i nadprodukcja miała jednak tylko sens gdy istniał rynek zbytu. Gdy rynku zbytu w najbliższej okolicy nie było powstawała potrzeba rozwoju transportu. Przez wieki drogi wodne były najefektywniejszymi możliwościami transportu, późniejsze użycie zwierząt pociągowych poszerzyło rynek dalej. Tam gdzie nadprodukcja była wystarczająco duża mogły powstawać miasta i późniejsze społeczeństwo przemysłowe (od roku 1750). A teraz jesteśmy już (prawie) społeczeństwem informatycznym i stukamy w klawisze...

Chłopski wieczny sagan

Ciekawostka obyczajowa. Dość powszechnym obyczajem Polaków jest nadal "Wieczny Sagan" (forever soup, perpetual stew) czyli już średniowieczny obyczaj, odziedziczony ze wsi, gdzie ogień w piecu palił (lub tlił) się zawsze, a na nim garnek z gotującą się wodą do której wrzucano co się miało "na zupę". Była to więc wieczna zupa której skład się mógł zmieniać, z reguły był to krupnik, czyli zupa z kaszy jęczmiennej (krupy).
Szczątkową pozostałością po tej praktyce jest polskie gotowanie "wody na herbatę". Jest wiele domów, gdzie gdy tylko gospodarz otworzy rano oczy, człapie do kuchni i nastawia pełen czajnik wody, niezależnie czy będzie pita jedna herbata czy nie, lub czy w ogóle będzie pita. Ale pełen czajnik gotowanej wody musi być. To ciągle ten średniowieczny, wiejski sagan który wielu z nas ma w genach.

Przeczytaj także: