Wspomnienia Polonusa z wojaży do Polski
Zachęcony facebukowymi reakcjami n.t. moich wspomnień z wojaży po Polsce - już nie PRL-u ale jeszcze nie Unii - napiszę więcej wspomnień Polonusa który jakoby "wyżej sra niż dupę ma". W rzeczywistości nie musiałem "srać". To robiły za mnie żółte tablice. Ale wtedy tego jeszcze nie zauważałem. Myślałem że Polacy są po prostu takim zajebiście sympatycznym narodem który "czym chata bogata", "zastaw się a postaw się, postaw się" itp. Moje błędne postrzeganie, spowodowane było zapewne także tym, że nigdzie nie zagrzałem miejsca na długo, więc nie zdążyłem spełnić oczekiwań gospodarzy (a szczególnie gospodyń) lub zawieść ich oczekiwań.
Zagraniczniak
Jeszcze w roku 2000 podjechałem moją "olśniewająca bryką", na żółtych blachach, pod stację benzynową we Włodawie. Chłopak wyskoczył z budki, zatankował i umył mi wszystkie szyby i sprawdził olej. Obok mnie siedział mieszkaniec tych stron, właściciel Fiata 126p który tam tankował regularnie. Szczęka mu opadła jak ROYAL zostałem (jako posiadacz żółtych tablic) potraktowany. Ech, nie ma to jak być pięknym i BOGATYM! A to už se nevrátí!
W latach 90. XX wieku jechałem swoim "srebrnym bolidem" na żółtych blachach po polskiej prowincji, to lud się niemal kłaniał i chciał nieba uchylić. W tym czasie Polska była bezradna. Jak ten ptak uwolniony z klatki; może już wszystko - ale nic nie umie. Oczy Polaków zwrócone były na każdego chłystka z Zachodu. Może przyjechał zainwestować? Ja nie śmierdziałem groszem, bo inaczej byłbym dzisiaj właścicielem pałacu z parkiem na Dolnym Śląsku. Mimo to mogłem korzystać ze statusu "białego człowieka u Afrykanów". To jest przyjemne uczucie, chociaż czasami lekko żenujące. Jednak wtedy, 30 lat temu nie czułem się maharadżą, brałem tą serdeczność tubylców za ich cechę charakteru: gościnni, gość doma - bóg doma - gotowi tobie oddać swoje żony i nawet zarżnąć świniaka. Panie uśmiechały się do mnie zalotnie, zupełnie ignorując moją żonę - która robiła się zielona ze złości. Polska była naiwna jak dziecko. Dopiero w ramach UE, gdy kraj zaczął się dorabiać, szczególnie za rządów PiS-u po 2015 r. Polska zaczęła odreagowywać tą poddańczość wobec Zachodu. Choć w dzisiejszej wojennej rzeczywistości, nie jestem pewien, czy Polska nadal nie jest naiwna. Historia pokaże.
Dwójką z Berlina do Warszawy
30 lat temu (czyli ok. 1996 r.) ruch samochodowy na "dwójce" czyli niemieckiej autostradzie z Holandii do Świecka nie był duży. Niemcy w szybkim tempie modernizowali stare autostrady wiodące do Drezna i Berlina - mało używane do 1990 r. - do czasu gdy upadł berliński mur i NRD zjednoczyło się z RFN. Po polskiej stronie droga E30 w kierunku na Warszawę i Terespol była wciąż zwykłą kiepską szosą po której jeździło trochę Żuków, Syrenek i Fiatów 125p i 126p. Pod lasami stały prostytutki. Dzięki małemu natężeniu ruchu, mimo złego stanu dróg, udało mi się w tym czasie przejechać 1250 km drogę do Warszawy w równo 12 godzin. Ale to był jednorazowy rekord szybkości. Drogi były tak brudne, że jesienną porą do przejechania pół Polski trzeba było mieć rezerwę płynu do wycieraczek, gdyż spod kół każdej ciężarówki Star tryskała fontanna błota na samochód za nią a po przyjeździe do celu nie dawało się stwierdzić jaki kolor miał mój samochód pierwotnie. To też było zjawisko nieznane mi z Holandii. Pewnego razu po dojechaniu do Opola, jechałem dalej z gospodarzem przez lasy nad jezioro Turawskie. Było już ciemno i gospodarz stwierdził, że ta moja Mazda ma jakiś kiepskie światła - jak Maluch. I rzeczywiście, reflektory oblepione były szczelnie błotem. To też była dla mnie nowość. Tak to się rozpieściłem na Zachodzie.
Lepkie rączki
Warszawa w latach 90. XX wieku okazała się być miastem złodziei. Przywykły od lat życia w kraju, gdzie samochód stoi pod domem nie zamknięty, nawet z opuszczonymi szybami, a drzwi mieszkaniowe otwiera się sznurkiem zapomniałem polskich realiów. Doznałem szoku widząc te domy, bloki, mieszkania opancerzone lepiej niż sejf banku z amerykańskiego filmu. Domofony, podwójne drzwi okute blachą i zaopatrzone w serię zasuwek, specjalnych zamków i judasze. Wejście do mieszkania w bloku rodziców przypominało wejście do dobrze strzeżonego więzienia z amerykańskich filmów. Wówczas nie było jeszcze kamer, monitoringów i agencji ochrony. Wchodząc do tak opancerzonego mieszkania spodziewać się należało skarbu, sztab złota i kaset brylantów, ale nie... w tych domach stała tylko stara wersalka, meblościanka, stół, cztery krzesła, żyrandol i telewizor Neptun. No ale i to było widocznie cenne dla złodzieja. Z piwnic kradziono powszechnie nawet słoiki ogórków.
Każde wolne miejsce na warszawskich osiedlach pozajmowały stragany i strzeżone parkingi. Wszystkie parki i trawniki zamieniły się w strzeżone parkingi. Jednak kilka razy musiałem na chwilę pozostawić mój samochód w Warszawie bez opieki. Te żółte tablice musiały działać na przechodniów jak gówno na muchy. W czasie moich trzech wizyt w Warszawie, trzy razy włamywano mi się do samochodu, w biały dzień, na ruchliwych ulicach. To nie byli zawodowi złodzieje samochodów lecz po prostu zwykli przechodnie. Za każdym razem nie udało im się samochodu uruchomić ale rozwalone zamki, stacyjka i wyrwane radio to moje ponure wspomnienia z Warszawy lat dziewięćdziesiątych.
Iluzjonista z Pragi
Z czeską Pragą mam mieszane uczucia. Byłem wielokrotnie w tym przepięknym mieście, jednak pierwszy raz pozostawił po sobie zły smak na zawsze.
Był rok 1995. W tych latach jeszcze mało kto z Zachodu wybierał się do "Wschodniej Europy" (wówczas jeszcze wszystko co leżało na wschód od Berlina było East Europe) Zaparkowałem samochód w centrum Pragi, pod operą. Pierwsze co trzeba było zrobić to wymienić niemieckie marki na korony. W tych czasach Deutche Mark były najłatwiejszą walutą do wymiany w kantorach. A kantorów wymiany - Change - było w East Europe pełno na każdym kroku, takżę na praskiej głównej ulicy Václavské námestie. To były dzikie czasy we Wschodniej Europie, rozwijał się drapieżny kapitalizm i odreagowywanie komunizmu. Bankomatów jeszcze niestety nie było. Pod kantorami roiło się od cinkciarzy oferujących znacznie lepszy kurs korony niż kantory. Schytrzyłem się, podszedłem do cinkciarza z banknotem 100 DM - dawał dobry kurs, więc na szybko zaczął przeliczać zwitek banknotów czeskich koron. W tym momencie ktoś z tyłu syknął "policja!", cinkciarz wcisnął mi w rękę zwitek banknotów i zniknął. Ja też odszedłem, jakby nigdy nic, ale policji nie zobaczyłem. Spojrzałem na banknoty... To był zwitek papieru toaletowego owinięty jednym banknotem. Stałem się ofiarą klasycznego oszustwa "wisseltruc" zamiany rekwizytów iluzjonisty. Zły na siebie podszedłem do budki telefonicznej. Mieliśmy zadzwonić do rodziców w Warszawie po kilkudniowej podróży z Holandii do Pragi. Telefon odebrał tata i... powiedział, że właśnie umarła mama... tak złe kojarzenia mam z mojego pierwszego pobytu w ślicznej Pradze.
Polska 2025
Powyższe to już historia. Zaskakującym jest dla mnie - człowieka pamiętającego Polskę z lat 60. i 70. XX wieku - jak bardzo Polska i cały "Oostblok" (blok wschodni) się od tych lat zmieniła w pozytywnym znaczeniu. Ja już nawet nie poznaję centrum mojego miasta, młode generacje nie mają już kompleksów, naród jest zamożny jak nigdy nie był. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że Polak ma się dzisiaj finansowo lepiej niż przeciętny Niemiec czy Francuz. Aby tak dalej!
Przeczytaj także:
Dodaj komentarz