Język holenderski w praktyce II
Co uderza w języku holenderskim? W hollenderskieej grammattyce duublowannie litter jeest najważżnieejsze! To tak półserio.
Co uderza w języku holenderskim? W hollenderskieej grammattyce duublowannie litter jeest najważżnieejsze! To tak półserio.
Kto mieszka w Rotterdamie i jeździ starym ropniakiem powinien się go pozbyć przed 1 stycznia 2016 r. Rotterdam idąc śladem Utrechtu nie chce starych, zanieczyszczających środowisko diesli.
Co czyni Holendra Holendrem - zastanawiają się z przymróżeniem oka rezydenci w tym kraju.
Gdy ja mówię "jak jest" przekonany jestem, że mówię prawdę. Tylko niestety nie ma jednej prawdy. Każdy ma swoją prawdę. Swoją prawdę ma każdy indywidualnie, czasem całe narody lub koalicje narodów. Czy prawda w ogóle istnieje?
Kierowcy, piłkarze, inżynierowie, myśliwi - to zawody dla których wcale nie ma w naszym języku żeńskiej odmiany. Tymczasem w Holandii jest już grubo ponad trzy tysiące "myśliwek" czyli kobiet chodzących po lasach ze sztucerem, polujących na sarenki i dziki.
Cmentarz stają się powoli moją wielką pasją. Coraz mi bliżej do niego. Cmentarze nie należą na ogół do atrakcji turystycznych choć czasami mogą nas bardziej zaskoczyć niż nam się zdaje. Polskie cmentarze znamy: niekończące się rzędy dość podobnych nagrobków tonących w jaskrawych kolorach sztucznych kwiatów.
Status Quo (istniejący stan rzeczy) jest stanem który najczęściej ma znaczenie negatywne. Istniejący stan rzeczy nigdy nam się nie podoba. Chcemy go zmienić.
Polecamy spektakl, na który zaprasza Scena Polska w Holandii: "Sceny niemalże małżeńskie Stefanii Grodzieńskiej" w sobotę 7 listopada godz. 20.00 do teatru Kikker w Utrechcie.
Technologiczny postęp zlikwidował fizycznie ciężkie zawody a w nowo powstających zawodach kobiety sprawdzają się znacznie lepiej. Silnie zmechanizowana, zrobotyzowana i skomputeryzowana praca pozwoliła kobietom przejąć miejsce mężczyzn. Kobiety nazwały to emancypacją. Ale co robią ci niepotrzebni mężczyźni? Stają się hipsterami.
W Holandii ze zbieraniem grzybów jest trochę tak jak z hodowaniem marihuany. Nie wolno ale... nikt nie pilnuje. Tzn. wielu hoduje marychę, bo grzyby zbierają tylko nieliczne wyjątki. Holender znający dobrze Włochów, Francuzów lub ich kuchnię pójdzie może zbierać "boletus" (lub eekhoorntjesbrood, lub cêpes, lub porcini) - czyli prawdziwki. Ale to wyjątki.