Nieoficjalna historia żołnierza - wyzwoliciela Holandii
Wbrew oficjalnej Historii, wielu polskich żołnierzy walczących w czasie IIWŚ na Zachodzie nie chciało wrócić do Polski z takich samych powodów, z jakich nie wraca wielu Polaków dzisiaj. Zachód był atrakcyjniejszy niż ich rodzinne strony. Co prawda ta atrakcyjność szybko im zrzedła w demobilu.
Kończyła się przygoda i wszyscy powrócili do swoich normalnych zajęć czasu Pokoju. Do odbudowy. Ale gdzie miał wrócić ten parobek z Wołynia? Zachód był zbyt atrakcyjny aby się chciało wrócić do lepianki na Wschodzie a przy tym miało się też wygodny argument że "mój dom" wpadł w ręce komunistów i powrotu nie ma. Wielu jednak wróciło, ale o tych oficjalna historia woli nie wspominać.
Do holenderskiej fabryki
Zdemobilizowani żołnierze z pierwszej dywizji pancernej pod dowództwem generała Maczka w większości wybrali Zachód. Tylko część wróciła do Polski. Część młodych chłopaków - którzy mieli tak fantastyczne wspomnienia z zimowego pobytu w Bredzie (tych rozkochanych dziewczyn co szły sznurem za mundurem) - osiedliła się w tym mieście. Pobrali się. Po ślubie holenderski teść zatroszczył się o pracę dla byłego żołnierza. Jaki miał zawód? W życiu nauczył się strzelać i krowy doić. Więc poszedł do pracy w lokalnej fabryce jako niewykwalifikowany robotnik. Do ciężkiej pracy.
Niezrozumiani ludzie z nierozumianego kraju
Realia codziennego życia w holenderskim domu dalekie były od wojennej przygody. Zderzenie kultur nastąpiło szybko. Dla Holendrów byli to niezrozumiani ludzie z niezrozumianego kraju. Także język był długo - a czasami zawsze - barierą nie do przebycia. W tych czasach cudzoziemcy byli nowością w Bredzie. Jak mawiał jeden z 'maczkowych' kombatantów: "my byliśmy tutaj pierwszymi Turkami" (mając na myśli tureckich gastarbeiterów z lat siedemdziesiątych). Zdarzało się, że dzieci z tych żołnierskich rodzin były wyzywane na podwórku szkolnym od "brudnych Polaków".
Wielu byłych żołnierzy żyła głęboko nieszczęśliwie, osaczona holenderską rzeczywistością, z holenderską żoną, rodziną żony i holenderską pracą w fabryce. Niektórzy tego nie wytrzymali; uciekli do Polski, lub do Ameryki. Niektórzy popełniali samobójstwo.
Na szczęście w Bredzie mieszkało około 260 kumpli z oddziału więc mogli wspólnie leczyć słowiańską duszę przy kartach, wódce i nocnych pogaduszkach. Spotykali się także w "polskim kościele" chociaż jak to Polacy; szybko potworzyły się wrogie sobie ugrupowania i bijatyki pod kościołem nie były inne jak na polskiej wsi. Poza tym Polacy byli głęboko podzieleni; ze względu na pochodzenie i przekonania polityczne.
To nie jest historia która pasuje do książek historii, oficjalnych uroczystości rocznicowych i reportaży jak ten poniższy.
- Zobacz ten cenny dokument zrealizowany w roku 2011 przez studentów z Bredy: Gdy głos mieli Polacy
Pozostała legenda
Polscy żołnierze mieszkali w Bredzie 60-70 lat. Już niemal wszyscy wymarli. Obecnie na cmentarzu honorowym odbywają się coraz świetniejsze obchody wyzwolenia miasta.
Polska Breda po wojnie
- 29 października 1949 r., W piątą rocznicę wyzwolenia, odsłonięto polski pomnik z dwoma walczącymi orłami w parku Wilhelminapark, autorstwa B.M.A. Ingen Housz. Pomnik jest oficjalnie zabytkiem narodowym ze względu na jego znaczenie dla Polaków.
- Już 30 listopada 1944 roku zdecydowano się zmienić nazwę ulicy Molengrachtstraat - którą wkroczyli Polacy do Bredy na "polską Drogę" (Poolseweg). Później, w 1964 r., ulicę gruntownie przebudowano nadając jej części nazwę "Ulica Generała Maczka" (Generał Maczekstraat).
- W latach 1948-1951 w budynku przy Torenstraat 17 znajdował się Dom Polski (Het Poolse Huis), zwanym przez mieszkańców polską kantyną. Obok wejścia do budynku znajduje się nadal niewielki ceglany kafelek, na którym widać Polską Madonnę z dzieckiem. Był to rodzaj domu klubowego PTK (Polskie Towarzystwo Katolickie), gdzie polska społeczność spotykała się swobodnie rozmawiając w swoim własnym języku przy drinku. Przez długi czas w budynku mieszkała matka jednego z byłych polskich kombatantów, była też gospodynią Domu Polskiego. W 1951 r. Dom Polski przeniósł się na ulicę Vismarktstraat i istniał do 1975 r. Później na ulicy Vismarktstraat istniały dwa polskie puby: Café Małgosia i Café Warschau. Oba miały swoją podzieloną polską publikę; podziałów było wiele, jednym z nich był podział na tych co jeździli odwiedzać rodziny w Polscy i na tych którzy PRL-u nie uznawali.. Przez lata do Café Warschau przyjeżdżał raz w miesiącu polski konsul załatwiać sprawy wizowe dla tych którzy ośmielali się podróżować do PRL-u.
Wciąż istnieje także konające już z braku członków stowarzyszenie Polonia w Bredzie - relikt po polskich żołnierzach i ich dzieciach. Mimo, że po roku 2006 ilość Polaków wzrosła w Bredzie stokrotnie to stowarzyszenie pierwszych Polaków w Holandii zamiera gdyż widocznie stowarzyszanie się nie jest polską specjalnością - to było holenderskie stowarzyszenie z polskimi mężami, weteranami wojny. Jak co roku, pod koniec października to właśnie Stowarzyszenie Polonia organizuje w Bredzie zabawę z okazji wyzwolenia miasta przez Polaków. Na imprezę przybywają także i w tym roku kombatanci z Polski, żołnierze z dywizji pancernej im. gen. Maczka z Żagania i inni. Wstęp wolny dla wszystkich zainteresowanych, ale zainteresowanych brak.
Przeczytaj także:
- Rocznica wyzwolenia Bredy
- Powojenne historie polskich dzieci w Holandii
- Polacy w Bredzie
- Erotyka na wojnie
- Nieoficjalna historia żołnierza - wyzwoliciela Holandii
- Breda - perła Brabancji z polskim akcentem
- Historia Polonii w Bredzie 1944-2020
- Rocznica wyzwolenia Bredy i rosnąca potrzeba ceremonii
- Muzeum generała Maczka w Bredzie
Dodaj komentarz