Pracująca żona przyczyną depresji
Nie tylko belgijska płeć męska ma z tym problem, jest to zjawisko zdecydowanie bardziej uniwersalne, wykraczające poza granice belgijskiej ziemi.
Cóż, panowie, ciężko radzicie sobie ze zmianami wokół siebie! Wychowani przez matki, dla których jedynym celem życia było poświecenie się rodzinie i ułatwienie życia swoim dzieciom (zwłaszcza synom, "niestworzonym do przyziemnych prac domowych"), oczekujecie tego samego od swoich żon. A tu niespodzianka: nagle ktoś w domu mówi o podziale obowiązków i uczestniczeniu w opiece nad dziećmi. Decyzja żony o chęci pójścia do pracy przyjmowana jest ze strachem i zgrozą, no bo co będzie z obiadem?! I kto odbierze dzieci ze szkoły? A obowiązki domowe są dla przeciętnego mężczyzny nie do ogarnięcia (bardziej z wygody niż faktycznych przeszkód w ich wypełnianiu) i często nie do zaakceptowania. Z dumą rozpowiadacie o swoim „papadag” (dzień tatusia), który często ogranicza się tylko do „papamiddag” (popołudnie tatusia) i zabrania pociech na lekcje pływania. A co z resztą dnia i tygodnia?
Dodaj komentarz