Do prostego człowieka
Belgijski chłopak, który skończył siedemnaście lat, otrzymał 14 listopada 2025 r. list od ministra obrony Belgii, Franckena. Na ten list odpowiedział ministrowi ojciec chłopaka (tłumaczenie własne):
"Szanowny Panie Francken,
W piątek dotarł Pański list do mojego siedemnastoletniego syna z zaproszeniem do rocznej służby wojskowej. Ogłosił Pan nadejście listu z wielkim rozgłosem, więc to nie było to zaskoczeniem. Tym bardziej zdumiewająca była lektura Pańskiego listu. Chociaż list nie był adresowany do mnie, pozwalam sobie na odpisanie. Ponieważ jako ojciec tego siedemnastoletniego chłopca jestem głęboko oburzony tym, co próbuje Pan wmówić jemu i jego rówieśnikom. A także tym, jak lekkomyślnie próbuje Pan przekonać tysiące młodych ludzi do wojny, którą z każdym dniem głosi Pan coraz głośniej. Nie będzie to Panu przeszkadzać w najmniejszym stopniu; Nie mam co do tego złudzeń, bo każdy, komu nie podoba się twoja polityka, należy do „hipisów, pseudopacyfistów, komunistów, konspiratorów, wielbicieli Putina i włóczęgów, którzy rujnują nasz kraj” - jak pan pisze na Facebooku.
Trzeba przyznać, że ma pan doskonałe wyczucie czasu. Siedemnastolatkowie otrzymali pański list w listopadzie, kilka dni po tym, jak w całym kraju upamiętniono zakończenie I wojny światowej. Na uroczystościach w całym kraju dygnitarze tacy jak pan, z wyprostowanymi plecami i poważnymi twarzami, oddali hołd poległym w Wielkiej Wojnie. I jak zawsze, towarzyszyły temu wzniosłe słowa o „tych, którzy oddali życie za pokój, wolność, demokrację…”. Bo to zawsze nazywa się stawką wojny, przynajmniej w górnolotnym tonie tych, którzy decydują o wojnie.
Francuski żołnierz Louis Barthas, powołany do wojska w 1914 roku, napisał w swoich dziennikach wojennych coś uderzającego: „Na wsiach już chcą wznosić pomniki ku czci ofiar tej ogromnej rzezi, albo, jak mawiają szowiniści, «ku czci tych, którzy dobrowolnie poświęcili życie». Jakby nieszczęśnicy mieli wybór, co robić… Ach! Gdyby tylko polegli w tej wojnie mogli powstać z grobów. Rozbiliby te obłudne pomniki w drzazgi, bo ci, którzy je wznieśli, poświęcili ich bez litości”.
To gorzka rzeczywistość, panie Francken. W żadnej wojnie nie oddaje się życia dobrowolnie; życie jest brutalnie kradzione. Każde życie rozerwane na strzępy w błocie pola bitwy to życie celowo zmarnowane. A wojna to nie horror, który pojawia się nagle znikąd. To horror, o którym decydują ludzie. Nie siedemnastolatkowie, którzy otrzymują pański list, nie ich rodzice, rodzina i przyjaciele. A cała ta górnolotna retoryka o wolności i demokracji nigdy nie przesłoni prostej prawdy, że wojna zawsze toczy się o władzę, pieniądze i interesy ekonomiczne. Właśnie za to poświęcane są te wszystkie życia.
I raz po raz to życie młodych ludzi wpędzane jest w paszczę głodnego potwora wojennego. Młodych ludzi, którzy raz po raz są rekrutowani i przygotowywani tą samą kłamliwą i zbrodniczą retoryką, by biec na śmierć za flagę i kraj, a potem być wysłanym do domu w worku na zwłoki.
Dlatego Twój list jest tak zdumiewający. Przemilcza wszelkie realia i prezentuje się jako banalne ogłoszenie o pracę na zupełnie normalnym stanowisku. Już w drugim akapicie oferujesz młodym ludziom, pogrubioną czcionką, „atrakcyjne wynagrodzenie”. Doskonale wiesz, jak kuszące są 2000 euro miesięcznie dla siedemnastolatka. Co więcej, bombardujesz młodych ludzi żałosnymi frazesami o „aktywnym przyczynianiu się do przyszłości kraju”, „wyjątkowej okazji rozwoju osobistego i zawodowego”, „nawiązywaniu przyjaźni na całe życie” i „ekscytującym i pełnym przygód środowisku pracy”. To wszystko jest nieznośnie frywolne.
Może pan twierdzić, że robię zamieszanie o nic, bo na pańskim profilu na Facebooku stanowczo twierdzisz, że nie chcesz wysyłać naszych młodych ludzi na front. Ale po co im to w takim razie? Na co muszą być gotowi? Bo właśnie o tym piszesz w swoim liście: „Musimy być przygotowani i gotowi do działania”. Na co chcesz, żeby mój syn i jego rówieśnicy byli gotowi? Obierać ziemniaki, szorować latryny szczoteczkami do zębów, siedzieć znudzonym w koszarach i zbierać zabawne anegdoty, by opowiadać je potomkom o chwalebnych dniach w wojsku?
Za kogo ty nas w ogóle masz? I za kogo masz naszą młodzież? Naprawdę myślisz, że nie rozumieją, co tak naprawdę oznaczają te wszystkie zawoalowane apele o gotowość, przesiąknięte mdłym zapachem „patriotycznego obowiązku” i „obywatelstwa”? Daj spokój, panie Francken, komu próbujesz zamydlić oczy? Przynajmniej bądź szczery. Ty, razem z Europą, chcesz, żebyśmy byli gotowi na wojnę za pięć lat. Chcesz, żebyśmy uzbroili się po zęby, zbudowali schrony, wypełnili nasze mieszkania zestawami przetrwania, a teraz, żeby nasza młodzież też była gotowa. A potem mamy uwierzyć, że tak naprawdę nie chciałbyś ich wysłać na wojnę?
Wojna nie jest „ekscytującym i pełnym przygód środowiskiem pracy”, ani „wyjątkową okazją do rozwoju osobistego i zawodowego”. Jak pisze Walter Zinzen w magazynie MO: „Wojny to w istocie masowe rzezie i masowa zagłada. Wszystko, co ludzkie, jest eksterminowane bezlitosną przemocą. I musimy się na to przygotować, jak każe nam wierzyć nasz minister wojny?”. Ale prawdopodobnie wymienisz też pana Zinzena na liście łajdaków, którzy, twoim zdaniem, zasługują jedynie na drwiny i pogardę.
Otrzymujesz ostatnio sporo krytyki. Nie żeby spędzała ci ona sen z powiek; z pewnością potrafisz ją znieść. To część pracy, prawda? Ale twoje dzieci też nie są oszczędzane, a to, moim zdaniem, przekracza wszelką przyzwoitość. Piszesz nawet na Facebooku: „Kiedy zaczynają rozmawiać o moich dzieciach, strasznie się denerwuję”. No cóż, mamy coś wspólnego. Bo jeśli chodzi o moje dzieci, to ja też jestem dość bystry. W wiadomościach VTM zapytano Pana, czy jest Pan już rezerwistą. Odpowiedział Pan, że nie miał Pan na to jeszcze czasu. Cóż, Panie Francken, mój syn też nie ma na to czasu. Jest zajęty życiem, młodością, spędzaniem czasu z przyjaciółmi i pierwszą miłością, chodzeniem do szkoły, zdobywaniem doświadczenia jako student-pracownik, planowaniem przyszłości... Nie marzy o bohaterskiej śmierci jako młody rekrut, po której zostanie uhonorowany przez dygnitarzy takich jak Pan za „oddanie” życia.
Mogę powiedzieć, być może ku Waszemu rozczarowaniu, ale z pewnością ku mojej wielkiej uldze, że mój syn serdecznie dziękuje Wam za zaproszenie. To wzmacnia moją nadzieję, że Simon Gronowski ma rację, pisząc w swojej niedawno opublikowanej książce „Plea for Peace”: „Młodzi ludzie posiadają poczucie sprawiedliwości, prawdy i solidarności”.
Z poważaniem,
Dirk Tuypens
Do prostego człowieka
Ten utwór Tuwima z 1929 r., wzywa do pacyfizmu, podkreślając manipulacje, którym poddawani są prości ludzie przez rządzących. Autor przeciwstawia się także romantycznemu mitowi żołnierza-bohatera, podkreślając bezsensowność oddawania życia. Za opublikowanie wiersza Komisariat Rządu m.st. Warszawy pociągnął redaktora naczelnego do odpowiedzialności karnej.
DO PROSTEGO CZŁOWIEKA
Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy „do ludności”, „do żołnierzy”
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić „historyczną racją”,
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę – bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
A stado dzikich bab – kwiatami
Obrzucać zacznie „żołnierzyków”.
– O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z panami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: „Broń na ramię!”,
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
Julian Tuwim
Życzę wam, sobie, moim dzieciom i wnukom POKOJU. Nie tylko na święta Bożego Narodzenia.
Dodaj komentarz