Szewc - wymarłe zawody

W latach sześćdziesiątych XX wieku, na ulicy Bednarskiej miał swój warsztacik szewc. Był weteranem wojennym bez nogi. Chodził po ulicy o drewnianych kulach i miał reputację największego moczymordy Mariensztatu. Zapach skóry i butaprenu czuć było już przed drzwiami do jego warsztaciku.

Smerfy Ojca Abrahama

Ojciec Abraham przez 50 lat śpiewał piosenki łatwo wpadające w ucho. Jego "Mała kawiarenka w porcie" z 1975 r.  stała się znanym światowym przebojem w wykonaniu Mireille Mathieu, Joe Dassin (F),  Peter Alexander (D), Audrey Landers (USA), Demis Roussos, Engelbert Humperdinck, także James Last i André Rieu mieli ją w swoim repertuarze.

Głód energii

Od lat toczy się dyskusja na temat nowych, odnawianych źródeł energii. Od roku 2005 sprywatyzowane zakłady energetyczne sprzedają tzw. "zielony prąd" - czyli prąd mający być przyjaznym środowisku naturalnemu.

Holenderski czas miniony - wymarłe zawody

Także Holendrzy z sentymentem wspominają dawne czasy; jak to kiedyś było... i już nigdy nie wróci. Choć poniżej opisany obraz Holandii, z małymi wyjątkami, nie istnieje już co najmniej 40 lat to w narodowej pamięci i kulturze jest żywe.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy w Holandii

Haga zagra 31. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Podczas tegorocznego Finału kwestujemy, bo chcemy wygrać z sepsą! Gramy dla małych i dużych.

Fundacja Barka pomaga bezdomnym Polakom w Holandii

W roku 2011 gmina Utrecht ściągnęła polską organizację charytatywną Fundacja Barka nie dając sobie rady z zalewem polskich włóczęgów w tym mieści. Barka wspiera imigrantów w Holandii w ramach programu ponownego powrotu do domu dla bezdomnych lub potrzebujących pomocy.

...i jak temu sprostasz?

Mieszkając całe życie wśród Holendrów dostrzegam swoje słabe stroni i ich mocne. Może najważniejszą cechą czyniącą Holendrów tak fortunnym narodem jest determinacja w działaniu. Są w trudnych warunkach znacznie łatwiej panami sytuacji.

Człowiek-budzik - wymarłe zawody

Szedł po miasteczku i pukał kijem w szybę sypialni - człowiek-budzik. Zwał się porder - czyli szturchacz po polsku.

Burłak i żegluga pociągowa - wymarłe zawody

W kraju tak niezwykle gęstej sieci rzek i kanałów, podróżowanie drogami lądowymi było mało praktyczne a nawet często niemożliwe. Brak mostów i bagniste torfowiska utrudniały ruch lądowy. Znacznie łatwiej i taniej było i jest nadal przewodzić towary drogami wodnymi. 

Celnik - wymarłe zawody

Zawód celnika - w jego klasycznym znaczeniu osoby kontrolującej na granicy przewożone towary - już nie istnieje, z wyjątkiem lotnisk i innych specjalnych funkcji przy przekraczaniu granic Unii Europejskiej.

Handlarz wędrowny - wymarłe zawody

Szpulka nici, guzik, garnek, szczotka, łyżka, szare mydło... Czyli 1001 drobiazgów sprzedawał wędrowny handlarz przemierzając cały kraj.

Kieliszek jenever czyli picie po holendersku

Eskimosi mają czterdzieści słów na określenie śniegu. Polacy maja co najmniej tyle samo słów na określenie stanu nietrzeźwości. Holendrzy mają czterdzieści słów dla nazwy "kieliszka jenever" (gin).

Herald miejski - wymarłe zawody

Tego zawodu ani jego nazwy nie ma w języku polskim. Po angielsku "town crier" czyli krzykacz miejski. Herald to jeden z najstarszych zawodów na świecie i choć już dawno nie istnieje w pierwotnej formie to jego holenderska nazwa "omroeper" funkcjonuje nadal dla prezentera i pracownika publicznego radia i telewizji. 

Latarnik uliczny - wymarłe zawody

Pamiętam gdy jeszcze około roku 1960 po Powiślu w Warszawie chodził wieczorem człowiek z długim metalowym prętem, podchodził do lampy, coś tym prętem u góry latarni pociągał i zapalało się światło.

Turystyczna trasa po polderach Holandii

Amsterdam jest największą atrakcją turystyczną Holandii ale stał się już zbyt zatłoczoną pułapką na turystów. Polecam trasę po sercu Holandii, gdzie takiego tłoku nie ma a polderowe atrakcje może większe.

Ostrzenie noży i nożyczek - wymarłe zawody

W połowie XX wieku na naszym podwórku na Mariensztacie niemal codziennie zjawiał się jakiś uliczny sprzedawca lub "dziad" oferował swoje usługi. Tak się ich nazywało w Warszawie; po podwórku chodził dziad albo baba. W Holandii odpowiednikiem był i czasami nadal jest boer czyli chłop.

Sprzedawca małży - wymarłe zawody

Małże morskie (omułki) i inne morskie ślimaki były dawniej pospolitym pokarmem, zbieranym na rozlewiskach przy odpływie. Dzisiaj są już delikatesem na holenderskim stole. Ulicznego sprzedawcę muszli zastąpiły supermarkety.