Osobliwa historia organizacji czasu
Sposób, w jaki mierzymy czas, jest dziwny. Jak do tego doszło? Historia zaczyna się od starożytnego egipskiego zegara słonecznego a nawet wcześniej od Sumerów.
Sposób, w jaki mierzymy czas, jest dziwny. Jak do tego doszło? Historia zaczyna się od starożytnego egipskiego zegara słonecznego a nawet wcześniej od Sumerów.
XXI wiek przynosi nam wszystkim radykalne zmiany. Nastąpiła głęboka komercjalizacja wszystkich dziedzin życia oraz radykalna amerykanizacja Europy z: fastfood, Walentynki, Halloween, Hollywood, CNN/TVN, Apple, Google, Microsoft, Netflix, Amazon, Facebook. Amerykański język zastąpił wiele rodzimych słów.
Fantazjowanie o podróżowaniu w czasie jest dla mnie tak miłym zajęciem jak fantazjowanie o tym "co zrobię gdy wygram 27 mln euro na loterii", lub "gdzie wybiorę się podróż gdy będę miał 3 miesiące urlopu".
Dystrykt czerwonych latarni nazywa się "de Wallen" i należy do największych atrakcji turystycznych Amsterdamu - ku zmartwieniu władz miasta które najchętniej by ten handel zlikwidowały. Każdy będąc w Amsterdamie musi się przejść po De Wallen, zerknąć na panienki w oknach i zaspokoić chociażby... swoją ciekawość.
Amsterdam leżał nad morzem do ok. 1930 r. W tym czasie zamknięto wałem wody (IJsselmeer) łączące port z otwartym morzem więc jedyną drogą na Morze Północne stał się kanał przecinający Holandię najkrótszą drogą do morza. Obecnie amsterdamski port jest porównywalny wielkością do Gdańska i Marsylii.
Znam ten kraj od ok. 1960 roku i do końca XX wieku był to jeszcze kraj postkomunistyczny, w oczach Zachodu szary, biedy i ponury. Polska byłą dosłownie szarego koloru i ludzie ponurzy. Jeszcze w 2000 r. nie uwierzyłbym, że Polska tak szybko się zmieni. W 25 lat z kraju typu "Albania" do kraju przypominającego Belgię.
Co czyni nas Europejczykami? Europejczyk rożni się od mieszkańców innych kontynentów przeszłością. Mamy gigantyczną historię. Europa przesiąknięta jest przeszłością i jest pełna historycznych monumentów. Florencja, Rzym, Ateny, Wenecja, Paryż, Praga, Amsterdam, Gdańsk, Kraków, Akwizgran, Kadyks... No właśnie... to historia miast. Ale co zrobić gdy naród nie pochodzi z miasta?
Od 1981 roku do języka holenderskiego weszło polskie słowo "konik". Konik polski (zwany także konik biłgorajski) sprowadzony do Holandii, świetnie się w tym kraju zadomowił, populacja szybko wzrosła, aż trzeba było z czasem nadmiar odesłać do kraju pochodzenia lub odstrzelić. Podobnie jest z żubrami w Holandii.
Jestem Polakiem, czyli moi przodkowie byli chłopami. Jesteśmy narodem agrarnym, żyjącym z roli, hodowli, zbieractwa i polowania. Każdy kto temu zaprzecza nie zna historii swego pradziadka. I mimo, że nasz pradziad wyszedł ze wsi to po 3-5 generacjach ta "wieś" z niego jeszcze nie wyszła. Tylko dlaczego to nam przeszkadza, tego się wstydzimy?
Malutka wyspiarska społeczność w połączeniu z głęboką, fundamentalną wiarą i stworzyła w Holandii kilka wsi o unikalnym stylu czyniąc ich atrakcją turystyczną, choć dzisiaj ani wyspami już nie są ani wiara przestaje grać rolę.